Bawiłem się z moją małą siostrzyczką. Ma niespełna roczek.
Jej brązowe włosy się delikatnie lokują jak u ojca, a oczy ma w barwie zieleni po
matce. Jest bardzo podobna do nich. Ja natomiast zupełnie się od nich różnię.
Moje blond włosy są całkowicie proste a oczy mam niebieskie. Jeszcze nigdy nie
spotkałem nikogo, kto miałby niebieskie oczy i blond włosy. Z tego powodu moi
rówieśnicy mi dokuczali, a dorośli patrzyli jak na jakiegoś odmieńca, potwora.
Wpadłem do domu
jak zwykle z rykiem. Matka próbowała
mnie pocieszyć. Na jej nieszczęście dało to odwrotny skutek.
- I co beczysz? – zagrzmiał ojciec wchodząc do pokoju.
-N-no bo… - zacząłem się jąkać.
- Co, no bo? – zapytał ojciec.
- Inne dzieciaki znów się ze mnie śmiały. – próbowałem się wybronić.
- Ile razy mam ci powtarzać abyś nie zwracał uwagi na to co o
tobie mówią. – powiedział. – Masz trzynaście lat. Nie powinieneś się już tak
mazać. No chyba, że wolisz abym wysłał cię na tydzień do pana Kasperowicza.
- Nie! – krzyknąłem.
Pan Kasperowicz był osobą w dosyć podeszłym wieku. Podobno
był kiedyś rycerzem. Niektórzy mówią, że jest bardzo surowy, w szczególności
dla dzieci. Wszyscy wolą się od niego
trzymać z daleka.
- Jeżeli jeszcze raz wrócisz do domu w takim stanie na pewno
cię do niego wyślę. – ostrzegł mnie ojciec.
On w cale nie żartował. Bardzo nie lubił żartów, więc to co
mówił zawsze trzeba było brać na poważnie. Aby uniknąć dalszej kłótni wybiegłem
na dwór. Z oddali zobaczyłem moich trzech prześladowców – Caspiana, Marco i
Cube. Oni uwielbiali znęcać się na de mną. Uważali to za wspaniałą zabawę.
Szczególnie Caspian, lider tej grupy. Z obawy przed ponownym pobiciem wdrapałem
się na drzewo. Niestety mnie zauważyli i szybko podbiegli.
- Hej Alex! Ty tylko umiesz uciekać i się wspinać, co nie? –
krzyknął do mnie Caspian, a pozostała dwójka zaczęła się śmiać i rzucać we mnie
kamieniami.
- Ej, dzieciaki, przestańcie! – krzykną ktoś zza ich pleców.
Z zaskoczeniem odwrócili się gwałtownie. Za nimi stał pan
Kasperowicz. Krzyknęli z przerażenia i uciekli do swojej bazy.
Zacząłem rozglądać się za jakąś drogą ucieczki, ale nie znalazłem
żadnej. Mogłem mieć tylko nadzieję, że mnie nie zauważył i sobie pójdzie.
Bardziej się mylić nie mogłem.
- Chłopcze, czy mógłbyś tutaj do mnie zejść? - zapytał
patrząc w moją stronę. – Nie za bardzo lubię mówić do drzewa.
Nie mogłem zrozumieć jak on mnie zauważył jeżeli mnie nie
widział. Ale najbardziej zaskoczyło mnie to, że wiedział że jestem chłopcem.
- Skąd pan wie, że jestem chłopcem? – Spytałem nie schodząc z
drzewa.
Nie odpowiedział. Ciągle parzył się w moją stronę i nic nie
mówił. Myślałem, że zaraz pójdzie, ale widocznie czekał aż zejdę. Po około 10
minutach zszedłem. Stanąłem przed panem Kasprowiczem czekając na karę. On tylko
się uśmiechną i gestem pokazał abym poszedł za nim.